Od Proboszcza

Drodzy Parafianie i Przyjaciele,

Podczas mojej wizyty w Polsce na początku lutego miałem możliwość odwiedzenia kilku zabytkowych kościołów, w których bogatą historię można spotkać nieomalże na każdym kroku. Oczywiście wiek tych kościołów liczy się w setkach lat, co pomaga również w zgromadzeniu imponującej kolekcji dzieł sztuki. Muszę jednak przyznać, że w większości tych kościołów było bardzo zimno! Temperatura na zewnątrz była zawsze poniżej zera, a wewnątrz odwiedzanych przeze mnie kościołów było jeszcze zimniej. Ze względu na wiek i rozmiar, ogrzewanie takich budynków jest niewzykle kosztowne. Ktoś mógłby powiedzieć, że jako osoba urodzona i wychowana w Polsce powinienem być do takich warunków przyzwyczajony, obawiam się jednak, że dziesięć lat życia w świecie ogrzewanych i klimatyzowanych budynków zmniejszyło moją odporność na ekstremalne temperatury. Amerykanom trudno jest wyobrazić sobie siedzenie bez ruchu na Mszy w kościele, gdzie temperatura jest na minusie. Na szczęscie, jako katolicy, mamy możliwośc odrobiny ruchu przy klękaniu, wstawaniu, siadaniu i ponownym wstawaniu – co w takich warunkach mrozu wydaje się być wyczekiwaną okazją do poruszania zamarzniętymi kończynami. Pewnego dnia, razem z rodzicami odwiedzałem katedrę we Frombroku, gdzie niedawno udało się odnaleźć i zidentyfikować szczątki kanonika Mikołaja Kopernika. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności dotarliśmy tam w sam raz na czas by uczestniczyć w wieczornej Mszy Świętej. Wewnątrz panował straszny mróz. Zimne było nie tylko lodowate powietrze, ale również sposób sprawowania owej Eucharystii, która odprawiana w pośpiechu trwała niewiele ponad dwadzieścia minut. Niestety, uczestnictwo w tej Mszy było dla mnie “lodowatym” doświadczeniem i bardzo mnie rozczarowało. Z jakiegoś nieznanego mi powodu, owa Msza była odprawiana w sposób, którego nie można opisać ani jako ryt “trydencka Msza po łacienie” ani też w zgodzie z rytem posoborowym.  Trzej koncelebransi najwyraźniej również odczuwali skutki panującego w katedrze mrozu i ledwo mogłem nadążyć za pośpiesznie wypowiadanymi modlitwami. Moje zdziwienie osiągnęło zenit, gdy na Modlitwę Eucharystyczną cała trójka udała się do przedsoborowego ołtarza i tam kontynuowali tyłem do zgromadzonego ludu, ale w języku polskim i używając posoborowych tekstów. Tak się składa, że ja bardzo sobie cenię piękno przedsoborwej, trydenckiej liturgii, ale ta dziwaczna mieszanska, której doświadczyłem w lodowatej katedrze wcale mnie nie zachwyciła. Nie była to piękna i podniosła Msza trydencka Piusa V, ani też dobrze wszystkim znana posoborwa Msza Pawła VI - ta dziwna i zimna Msza była prywatnym wytworem lokalnego proboszcza, który chciał zademonstrować swoje poparcie dla skrajnie konserwatywnych trendów coraz bardziej widocznych w Kościele Rzymsko-katolickim.

Kościoły mogą zionąć chłodem na wiele sposobów i niska temperatura w okresie zimy jest tylko jednym z nich. Odwiedziny w nieznanym kościele to dla wielu ludzi doświadczenie bardzo delikatne. Wiele osób odwiedza nieznane sobie kościoły w trudnych okresach swojego życia – czasami po przeprowadzce do nowej miejscowości, innym razem w poszukiwaniu bardziej odpowiadającej nam wspólnoty parafialnej. Jeśli doświadczenie chłodnej modlitwy i liturgii przeniknie ich duchowym mrozem całkiem możliwe jest, że nie wrócą oni prędko do żadnego kościoła. Pewien młody mężczyzna postanowił odwiedzić nowy kościół i wybrał się tam w niedzielny poranek ubrany, jak zwykle, w dzinsy i białą koszulkę t-shirt.  W drzwiach kościoła został on powitany przez jednego ze stałych bywalców słowami “Na niedzielną Mszę w takim stroju? Nie wiesz młodzieńcze, że dla Pana Boga powinniśmy ofiarować co mamy najlepszego, w tym najlepsze ubranie?” Ów chłopak odwrócił się na pięcie z łzą w oku i wrócił do domu z silnym postanowieniem, że nigdy już jego noga nie stanie w żadnym kościele. Niestety, podobne historie mają miejsce na mniejszą skalę każdej niedzieli w wielu “chłodnych” kościołach. Takie zimne kościoły są naprawdę odstraszające i zniechęcające. Zimny i niegościnny kościół zakłada że jakoś sobie sam poradzisz. Oczywiście większość stałych bywalców uważa, że ich jest ciepły i gościnny, w końcu wielu parafian dobrze się zna i przed oraz po Mszy można widzieć ludzi wymieniających się uściskami, gaworzących w przyjaznej atmosferze. Czy taki przyjazny kościół możnaby nazwać “chłodnym”? Tak, takie “przyjazne” kościoły mogą być jednymi z najchłodniejszych, jeśli akurat jesteś poza kręgiem dobrze znających się parafian. Takie “przyjazne” relacje są czymś wspaniałym tylko wtedy, jeśli dostrzegają one osoby spoza swego kręgu, często pozostające na uboczu. Widok radośnie gaworzących parafian może być bowiem bardzo bolesnym widokiem dla kogoś, kto nie zna nikogo z kim móglby przyjaźnie porozmawiać. Prawdą jest, że większość ludzi chodzących do kościoła jest bardzo przyjacielska w stosunku do innych parafian, ale czy potrafimy równie łatwo podać przyjazną dłoń i z uśmiechem powitać kogoś, kogo widzimy w naszym kościele po raz pierwszy? Takie ciepłe gesty i kilka słów powitania są w stanie odmrozić wiele lodów, które być może powstawały przez lata przebywania w “zimnych” kościołach. Ufam i modlę się, abyśmy umieli być “ciepłym” kościołem, i to nie tylko w sensie temperatury mierzonej w stopniach Celcjusza lub Fahrenheit’a.

Ks. Marek
Proboszcz